
Dylematy…
Zadzwonił dziś przyjaciel… mówiąc daj już spokój
Co kogo tam obchodzą ku prawdzie wywody
Ludzie pragną w większości obłudy i wojny
Ciężko w podziałach kłamstwa stworzyć coś dla zgody
Możesz mieć wszelkie racje jak i dokumenty
Mieć nawet prawo ludzkie mieć po swojej stronie
Jesteś dla tych u władzy przestępcą, przeklęty
To co stworzyły żmije już powoli tonie
Nawet w media już mówią co jest dziś niezgodne
Ma zgłaszać ktoś z mediogłowiem różne uchybienia
Wszystko co widać w prawdzie kłamstwu niewygodne
Jednak milcząca zgoda świata nie pozmienia
Idzie okres spokoju i refleksji w święta
Boję się wciąż demonów co żyją w systemie
Droga w prawdzie jest trudna, śmiertelna i kręta
Milcząc na niegodziwość męczy się sumienie
Może Stwórca oświeci zagubione dusze
Tych co w swej próżności przyjmują obłudę
Stwórco pomóż mi przeżyć bo się w szambie duszę.
Dzięki, że żyję jeszcze ciągle jakimś cudem
Kogo słuchać w swym sercu? Przyjaciół czy Boga
Czy wybaczać idiotyzm w ogłupionym tłumie
Zapobiegać co przyjdzie, jaka idzie trwoga
Gdzie szukać przewodnika… W sercu czy rozumie
