
Obłęd…
Brak właściwych wartości i własnego zdania
W tym obłędzie ludzkości gdzie śmierć się rozrasta
Ślepych wielu na świecie co nie widzą drania
Rządzi bandzior od gwiazdy i sprzedajna kasta…
Goje to zwykle bydło i odpad medyczny
Jak odkopano dzieci zabite w szpitalu
Czemu człowiek na kłamstwa przestał być krytyczny
Żyje w dyktandzie mediów… Jakoś brak mu żalu…
Po co zatem żałować głupich i zawziętych
Co bronią wciąż systemu który ich zabija
Wielu mamoną przecież bardzo jest zajętych
No to zło, niegodziwość pięknie się rozwija
Mam swoje widać świata w inności widzenie
Ponieważ doświadczyłem przeróżnych podłości
Jakieś inne mam wnętrze i inne sumienie
W prawdzie żyjesz ubogo acz jakoś w radości
Piszę wciąż swoje rymy ale w mym obłędzie
Nie dając się zwariować bandytom dokoła
Ludzi obudzić trzeba no to jakoś będzie
Zawstydza w kłamstwie ludzi widać prawda goła
Zdejm wreszcie swoją maskę obłąkany goju
Co zrobisz każdy absurd aby żyć w pokoju
Będziesz wreszcie uważał na wszelkie przypadki
Byś przestał się czuć w szambie jakby w łonie matki
Być jak głaz w rzece fałszu, doniesień, emocji
Patrzeć zimno na fakty… Co ludziom przynoszą
Widzieć fałsz ten w reklamie od różnych promocji
Przekaz sterem upadku który żydki głoszą…
